Zimówka 2002

Na tegoroczną Zimówkę wybraliśmy Kruszwicę jako miasto leżące w centrum Polski. Mimo tego okazało się, że niektórzy z nas mieli do pokonania tylko 100 km a inni 200 km a jeden to nawet ponad 300 km. Na szczęście pogoda dopisała i każda droga była bardzo przyjemna.

 

Kłopot z warszawską policją

 

Grupa warszawska zaczęła spotkanie z małym opóźnieniem. Policyjny patrol bardzo zainteresował się trzema MR2 zaparkowanymi na jednym z głównych placów stolicy. Sprawdzili wszytskie nasze dokumenty, ubezpieczenie i dokładnie przeszukali bagażniki. Oczywiście nie znaleźli nic podejrzanego, ale trzymali nas niemal godzinę.

 

Przyjazd

 

W końcu wszystkie samochody przybyły do Kruszwicy. Ustawiliśmy je na parkingu i zrobiliśmy pierwsze zdjęcia. Ci, którzy dotąd nie mieli okazji mogli podziwiać czarną Miećkę Kordiana ze zmienionym przednim spoilerem i dodatkowym wlotem powietrza nad dachem (Tom Scoop), z niczym nieporównywalny stan MR-y Pawła z 1996 roku, szerokie opony na felgach Dezent 9x16 w Toyocie Wojtka, silnik turbo w MR2 dinka (prawdopodobnie jeden z 2-3 w Polsce).

 

Szybko też stwierdziliśmy, że pobiliśmy rekord największej liczby MR2 zebranych w jednym miejscu w Polsce. Aktualnie wynosi on 6! Mamy jednak nadzieję, że niedługo zostanie pobity...

 

Widok z wieży

 

Razem ze szkolną wycieczką wspięliśmy się na 32-metrową Mysią Wieżę. Pomimo historycznej wagi miejsca w którym się znajdowaliśmy dzieciaki były najbardziej zainteresowane zaparkowanymi poniżej samochodami.

 

Na drodze

 

Zaraz po zjedzeniu pizzy przegrupowaliśmy samochody, żeby zrobić ostatnie zdjęcia. Potem zdecydowaliśmy na małą przejażdżkę po mieście. Niestety okazało się ono tak małe, że szybko zostawiliśmy je za sobą i skierowaliśmy się w stronę Konina.

 

Zjazd do boksu

 

Zatrzymaliśmy się na chwilę na małym parkingu. Dink wjechał na rampę, żeby dowiedzieć się, której z plastikowych osłon silnika brakuje jego MR2. Niestety przy okazji stwierdził, że w okolicach skrzyni biegów pojawił się wyciek oleju, co w następnych dniach zaoowocowało wizytą w warsztacie.

 

Pożegnanie

 

Bardzo ostrożnie przyjechaliśmy do Konina - po całym mieście kręciło się mnóstwo policyjnych patroli. Mając w pamięci poranne kłopoty jechaliśmy zgodnie z ograniczeniami.

 

Razem z godziną popołudniowej herbatki nadszedł też czas pożegnania. Zrobiliśmy ostatnie zdjęcia, wymieniliśmy pozdrowienia i rozjechaliśmy się do domów.

 

Podsumowanie

Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili. Sądząc po roześmianych twarzach i krążących żartach to był naprawdę udany dzień. Dzięki za przybycie!

 

raport: dink; zdjęcia: dink, Kordian

 

Informacje organizacyjne o spotkaniu są tutaj.

 

ostatnie zmiany:

2002-04-10 01:30 - dodane zdjęcia Kordiana; obydwie, ujednolicone wersje raportu umieszczone na stronie

2002-03-20 18:00 - polska wersja raportu

2002-03-19 22:00 - pierwsza, angielska wersja raportu umieszczona na stronie