Poznań, 25 lutego 2001, godz. 10.30

Uczestnicy: Paweł Gawroński, Roman Panek, Kordian Bartoszuk

W niedzielny poranek na parkingu przy ul. Serbskiej spotkało się pięciu klubowiczów z Poznania na wspólną przejażdżkę. Pięć Emer w jednym miejscu to chyba jak na razie rekord Polski!!! <grin>

Po krótkich ustaleniach zdecydowaliśmy się spędzić to słoneczne, acz mroźne, niedzielne południe na wojskowym lotnisku w Bednarach pod Poznaniem. Po zaopatrzeniu się w niezbędny ekwipunek na stacji benzynowej (paliwo i.. piwo, w przeciwieństwie do naszych warszawskich kolegów!!!), wyruszyliśmy w drogę. Niestety, tuż za Poznaniem jeden z kolegów musiał nas opuścić (brak czasu). Kordian, jako prowadzący, nic o tym nie wiedząc, przez dłuższy czas nie mógł doliczyć się czterech Emer w tylnym lusterku, dzięki czemu część trasy przebiegła w nadwyczaj spokojnej atmosferze. Po krótkich wyjaśnieniach jednak resztę drogi przebyliśmy już "normalnym" tempem.

Po dotarciu na miejsce zrobiliśmy dobry użytek z zakupionego piwa (ciekawe, jaki?) no i zaczęło się. Dla trzech z nas była to pierwsza wizyta na lotnisku, więc pierwsze chwile pobytu to głównie pisk opon oraz ich zapach. Gdy chłopcy trochę ochłonęli, zebrali się na wspólne pogawędki, podczas, gdy Kordian pojechał poćwiczyć trochę jazdę na śniegu na swoich nowozakupionych zimówkach (kupujcie, ludzie, zimówki, różnicy nie da się opisać!). Potem już w komplecie wymieniliśmy fachowe, jak zwykle, uwagi na wszelkie tematy (w tym kobiet-kierowców), po czym zabraliśmy się za mierzenie swoich osiągów. I tu okazało się dla niektórych, głównie dla niżej podpisanego, że technika zmiany biegów może mieć w tym aspekcie kolosalne znaczenie. Zresztą sama idea bardzo nam się spodobała i postanowiliśmy dokonać oficjalnych pomiarów przy następnej okazji. I jeszcze jednej rzeczy nie da się opisać: widoku i dźwięku rozpędzonej do ponad 200 km/h, powoli z oddali wyłaniającej się w blasku południowego, zimowego słońca, na pustej przestrzeni lotniska Toyoty MR2!!!

No i to było na tyle. Na koniec była na rozgrzanie gorąca zupka w jednym z zajazdów (niedogrzanym, niestety), przerywana oczywiście rozmowami, których przewodnim tematem były oczywiście samochody, i to głównie nasze. No i jeszcze jedno: niezapomniana nawitka Romka, po której to przez dłuższy okres czasu potrzebował wszystkich trzech pasów ruchu, aby szczęśliwie (oczywiście bokiem) dotrzeć swoją Emerą na parking (ale gazu twardziel nie popuścił <grin>)
Serdecznie dziękuję za przybycie, i do następnego razu!
Szerokiej drogi!

reportaż Kordiana